sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 3

- Jesteś pewna co do przerwania leczenia tak? - pyta mnie lekarz.
- Tak.
- W takim bądź razie co tydzień będzie przyjeżdżać do ciebie pielęgniarka. Będziesz mieć sprawdzane ciśnienie i pobieraną krew. Wyniki będą od razu. - mówi z lekkim uśmiechem.
- Ok. - odpowiadam znudzona.- Do widzenia.
Wychodzę z gabinetu, a Zayn od razu wstaje z nie wygodnego krzesełka.
- I co? - pyta ze zdenerwowaniem.
- Co tydzień jakaś piguła będzie do mnie przyjeżdżać i robić mi badania. - oznajmiam, gdy wychodzimy na świeże powietrze.
- Czyli powiesz chłopakom? - pyta po minucie milczenia.
- Nie... Chyba, że zapytają. - mówię i otwieram sobie drzwi od samochodu.
- Nie lepiej im dzisiaj powiedzieć?
- Nie! To moje życie, moja choroba, moja decyzja! Zrozum to Zayn! - mówię podniesionym głosem, a on spogląda na mnie zraniomym wzrokiem.
- Przepraszam. Martwię się o ciebie. - mówi cicho.
- Dam sobie radę.
Reszta drogi mija nam w ciszy i żaden z nas nie zamierza jej przerywać. Rozmyślam nad tym co powiedział mój brat, ale boję się reakcji reszty chłopców i przez to nie chcę aby wiedzieli. Kiedy wjeżdżamy na posesję zespołu postanawiam się odezwać.
- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. Po prostu sama nie wiem co robić.
Zayn uśmiecha się do mnie i wchodzimy do domu.

Tydzień minął nam nadzwyczaj szybko. Chłopcy mają jeszcze dwa tygodnie wolnego, a później zaczynają pracować nad nowym albumem.
Wstaję z łóżka i spoglądam na swoją pidżamę. Dzisiejsza noc była chłodna, więc mam założone długie spodnie. Narzucam na ramiona mój ulubiony kardigan i wychodzę z pokoju. Dzisiaj przyjeżdża do mnie po raz pierwszy pielęgniarka. Siadam przy stole.
- Bierz co chcesz Cass. - mówi Harry ze słodkim usmiechem.
Tylko on mnie tak nazywa. Przez ten tydzień bardzo się do siebie zbliżyliśmy.
- Zjem później. - odpowiadam.
Liam chce coś powiedzieć, ale przeszkadza mu dzwonek do uliczki. Louis podnosi się z krzesła i biegnie by odebrać.
- Dom piątki… znaczy się szóstki przyjaciół. - mówi z uśmiechem.
- Acha… dobrze… zaraz zapytam... Cassie, jakaś Tessa Scott do ciebie, wpuścić?
- Tak. - odpowiadam i wstaję z miejsca. Podchodzę do drzwi i odprawiam Lou do stołu. Sama otwieram drzwi i wychodzę przed dom. Ścieżką idzie młoda dziewczyna ubrana w uniform pielęgniarki. Ma brązowe włosy spięte w koka i ładne czekoladowe oczy. Podchodzi do mnie i wyciąga rękę.
- Tessa Scott. Zostałam przydzielona do sprawdzania twoich wyników.
- Cassie Malik. - odpowiadam ściskając jej dłoń. - Wejdźmy.
Dziewczyna idzie za mną w kierunku drzwi. Wvhodząc do domu czuję na sobie zdziwione spojrzenia chłopców. Siedząc w jadalni idealnie mogą nas obserwować.
- Może pójdziemy do kuchni? Tam jest wysepka, przy której możemy usiąść. - proponuję.
Dziewczyna uśmiecha się i zgadza się. Lekceważymy spojrzenia chłopaków i znikamy w kuchni. Siadamy na wysokich krzesełkach, a Tessa wyjmuje potrzebne przyrządy. Zaczynamy od mierzenia ciśnienia.
- Dlaczego mimo, że zrezygnowałam z leczenia musisz do mnie przychodzić? - pytam cicho.
- Rezygnacja z leczenia wyjaśniana jest przez lekarzy jako rezygnacja z chemioterapii. Mimo to nadal musisz co jakiś czas odwiedzać swojego lekarza prowadzącego, a ja muszę robić ci badania, których wyniki wpisywane będą do karty pacjenta. - tłumaczy mi.
- Czyli… - zaczynam, ale przerywam widząc Hazzę w drzwiach.
- Chciałem tylko odłożyć brudne naczynia. Zrobisz sobie coś do jedzenia? Niall wszystko zjadł… A! Zapomniałbym. Możemy później porozmawiać? Może zrobić wam coś do picia?
Mówi spoglądając ze zdziwieniem na ubiór Tessy i rozłożone na blacie różne przyrządy.
- Harry… dam sobie radę. Ok, porozmawiamy.- odpowiadam poddenerwowana. 
Ile słyszał z rozmowy?! 
- Jestem Tessa. - mówi szatynka z lekkim uśmiechem.
- Harry. - odpowiada chłopak.
- Cassie możemy wrócić do… - mówi Tessa, ale szybko jej przerywam.
- Tak. Jasne. Harry, mógłbyś zostawić nas same?
- Jasne. Już wychodzę.
- Poproś chłopaków, aby tu jeszcze nie wchodzili. - dodaję.
Chłopak mijając nas, całuje mój policzek i wychodzi z kuchni.
- Przepraszam. Po prostu jeszcze nie wiedzą o mojej chorobie. Tylko Zayn, mój brat o tym wie. - mówię zdenerwowana.
- Spokojnie. Choć Harry wydaje się domyślać. Widać, że dba o ciebie. Pewnie jest najlepszym chłopakiem pod słońcem. - Nie, my nie jesteśmy razem. - odpowiadam ze śmiechem.
- Oh przepraszam… ja już się będę zbierać. Widzimy się w przyszłą sobotę. - mówi lekko speszona.
Odprowadzam ją do drzwi, a następnie idę w stronę pokoju Hazzy. Z niewiadomych mi przyczyn cholernie się denerwuję. Pukam i od razu wchodzę.
- Chciałeś porozmawiać? - pytam stojąc. Zaczyna mi się kręcić w głowie, ale to lekceważę.
- Tak. Chodź tutaj. - odpowiada.
Robię krok w jego stronę, a moje oczy zasnuwa ciemność. Czuję tylko jak moje ciało spotyka się z podłogą...

*Harry*
Cassie wychodzi z domu, a kiedy znowu się pojawia idzie za nią szatynka ubrana jak pielęgniarka. Wymieniamy się z chłopakami zdziwionymi spojrzeniami. Tylko Zayn wydaje się wiedzieć o co chodzi. Dziewczyny znikają w kuchni, a my wracamy do jedzenia.
- Wyniosę talerze.- mówię, gdy Niall jako ostatni kończy jeść. 
Zbieram brudne naczynia i idę w stronę kuchni.
-... mimo to nadal musisz co jakiś czas odwiedzać swojego lekarza prowadzącego, a ja muszę robić ci badania, których wyniki wpisywane będą do karty pacjenta.- mówi nieznany głos.
- Czyli..- zaczyna Cass, ale mnie zauważa.
- Chciałem tylko odłożyć brudne naczynia. Zrobisz sobie coś do jedzenia? Niall wszystko zjadł… A! Zapomniałbym. Możemy później porozmawiać? Może zrobić wam coś do picia? 
Mówię spoglądając ze zdziwieniem na ubiór szatynki i rozłożone na blacie różne przyrządy. 
- Harry… dam sobie radę. Ok, porozmawiamy.- odpowiada poddenerwowana. 
- Jestem Tessa. - mówi szatynka z lekkim uśmiechem. 
- Harry. - odpowiadam. 
- Cassie możemy wrócić do… - mówi Tessa, ale blondynka jej przerywam. 
- Tak. Jasne. Harry, mógłbyś zostawić nas same? 
- Jasne. Już wychodzę. 
- Poproś chłopaków, aby tu jeszcze nie wchodzili. - dodaje. 
Idę do pokoju i czekam, aż Cassie przyjdzie. Wchodzi po ok. 5 minutach.
- Chciałeś porozmawiać? - pyta stojąc w drzwiach. 
- Tak. Chodź tutaj. - odpowiadam. 
Robi krok w moją stronę i nagle opada na podłogę...



sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 2

Na moim łóżku siedzi chłopak z lekkimi loczkami na głowie. Jego twarz też wykrzywia się ze zdziwienia. Marszczy brwi. Jego zielone oczy skanują mnie. Dopiero gdy widzę w nich błysk rozbawienia, a on językiem zwilża swoje usta i uśmiecha się do mnie równie rozbawiony uświadamiam sobie, że stoję przed nim prawie naga.
- Co ty tu robisz?- pytam podchodząc do moich walizek.
- Mógłbym zapytać o to samo, ale ok. Chowam się przed Louisem.- odpowiada cały czas mi się przyglądając.
- Czemu? - pytam lekko zdziwiona.
- Schowałem jego zapasy marchewek.- odpowiada z cwanym uśmiechem.
Cicho śmieję się z niego.
- Więc? Co ty tu robisz? - pyta nagle poważniejąc.
- Powiedzmy, że chowam się przed codziennością i Zayn jako przykładny starszy brat pozwolił mi tu zostać. - odpowiadam patrząc mu w oczy.
- Brat? Nie jesteście podobni…
- Przybrany. - uściślam.
- Harry. - mówi Loczek i podchodząc do mnie wyciąga dłoń.
- Cassie. - odpowiadam i ściskam jego rękę.
- Zamierzasz tak z tym ręcznikiem chodzić, czy może zdejmiesz go dla mnie? - pyta z głupawym uśmiechem.
Rumienię się i szybko uciekam do łazienki. Za sobą słyszę jego śmiech. W łazience przebieram się i niechętnie wychodzę z niej.<strój Cassie> Oddycham z ulgą nie zauważając chłopaka. Wrzucam ciuchy niestarannie do walizki i zabierając telefon schodzę na parter.  Idę za głosami rozmowy, czyli do kuchni.
- Louis oddaj moje jedzenie! - słyszę krzyk. Wydaje mi się, że to ten blondyn…
- To ty oddaj moje marchewki! - odpowiada mu, jak się domyślam słynny Louis. Z uśmiechem wchodzę do kuchni i staję oparta o framugę drzwi. Nikt mnie jeszcze chyba nie zauważył. Przynajmniej sama mogę im się poprzyglądać. Przy wysepce siedzi krótko obcięty chłopak przeglądający prawdopodobnie gazetę. Niestety siedzi do mnie tyłem, więc nie mogę zobaczyć jego twarzy. Po obydwóch stronach danej wysepki stoi dwóch chłopaków, w tym widziany już przeze mnie blondyn i jasny szatyn. Obydwoje patrzą na siebie z mordem w oczach i kłócą się. Przy kuchence widzę Harry'ego. Stoi do mnie tyłem i coś tam pichci. Nigdzie nie ma Zayn'a…
- Um… Harry? - pytam cicho, ale dostatecznie głośno, by wszyscy mnie usłyszeli.
Każdy spogląda na mnie, a po chwili przenoszą wzrok na Loczka. Dwóch z nich uśmiecha się głupio i zabawnie porusza brwiami.
- Tak?
- Gdzie jest Zayn? - pytam bawiąc się swoimi palcami.
- Musiał na chwilę wyjść, chyba do Perrie. Mówił, że za góra 30 minut wróci.- odzywa się chłopak siedzący przy wysepce.
- Siadaj koło Liama, zaraz podam naleśniki. - dodaje Harry.
Robię co każe, a koło mnie siada blondyn z, prawdopodobnie, Louis'em.
- To jest Liam, Louis i Niall. Chłopcy to Cassie. -  Harry przedstawia nas sobie.
Cassie pamiętaj blondyn to Niall, jasny szatyn- Louis i krótko obcięty to Liam. przykazuję sobie w myślach.
Uśmiechamy się z chłopakami do siebie, a siedzący koło mnie Niall przytula mnie. Śmieję się cicho.
- To Cassie… Zayn to twój znajomy? - pyta Louis.
- Nie.To mój przyszywany brat. - odpowiadam.
- Zostajesz u nas na jakis czas? - zadaje pytanie Liam.
- Tak, na miesiąc… nie wiem dokładnie ile zajmie mi szukanie nowego miejsca dla mnie… - odpowiadam.
Boże Cassie trzeba było od razu im powiedzieć, że szukasz pięknego miejsca na cmentarzu, a nie wmawiasz im, że szukasz domu… 
- Gotowe! - oznajmia Harry przypominając nam, że robił naleśniki.
Niall podskakuje na krześle z radości. Louis wstaje i pomaga Loczkowi uszykować sztućce, talerze i szklanki z sokiem. Chcę im pomóc, ale obydwoje każą mi siedzieć. W końcu razem z zadowolonym blondynem możemy zacząć jeść. Chłopcy cały czas rozmawiają o swoim zespole, wplatając w to żarty. Na koniec wszyscy razem sprzątamy ze stołu, a ja postanawiam pozmywać naczynia. Mówię to chłopakom, którzy uświadamiają mnie, że mają zmywarkę. Na moich policzach pojawiają się lekkie rumieńce. Liam chowa naczynia, a my rozsiadamy się w salonie. Zanim Payne zdąży do nas dołączyć, drzwi od domu otwierają się i słyszę dwa dobrze mi znane głosy.
- Zayn z Perrie. - mówi Harry.
- Laska jest świetna i gdyby nie Zerrie z chęcią bym ją wyrwał. - dopowiada Louis, a my zaczynamy się śmiać.
Chcę im powiedzieć, że znam Edwards, ale nasza para akurat wchodzi do salonu. 
- Cassie! - piszczy Pezz na mój widok i rzuca się na mnie.
Odwzajemniam uścisk i całuję jej policzek.
- Znacie się? - pyta Niall zdziwiony.
- Tak jakoś wyszło… Zayn kiedyś nas przedstawił… - odpowiadam lekko zaniepokojona.
Nie wiem czy Zayn powiedział już Pezz o wszystkim…
- Co tam choruszku? - pyta mnie kiedy siadamy wszyscy w salonie.
- Choruszku?- pyta z uniesionymi brwiami Liam.
- Yhm… kiedyś dużo chorowałam i tak jakoś Perrie to szczególnie zapamiętała.
Dziewczyna przytakuje głową, ale w spojrzeniu widzę zdziwienie. Dyskretnie kręcę głową. Wszyscy opowiadają co robili ostatnio, a ja siedzę cicho. Bo co niby mam powiedzieć? Jak zawsze przyglądam się Zayn'owi i Perrie. Zazdroszczę im ich drugiej połówki...
*Harry*
Cassie jest na serio urocza. Kiedy wyszła z łazienki w samym ręczniku, poczułem lekkie ukłucie w sercu. Może mieć każdego… Wiem, że nie liczy się wygląd, ale ona nawet charakter ma anielski… Jestem pewien, że nie powiedziała nam wszystkiego, ale co się dziwić? Nie zna nas, czyli nam nie ufa… Logiczne. Może za jakiś czas w miarę możliwości obdarzy nas zaufaniem… Dziwi mnie fakt, że ma na prawdę krótkie włosy. Wszystkie dziewczyny, które znam marzą o tych typowo długich, a ona jest obcięta prawie na chłopaka. A może to właśnie lepiej? Przynajmniej jest inna… 
- Harry żyjesz? - słyszę głos Niall'a i widzę jego dłoń przed moją twarzą.
- Tak, sorki, zamyśliłem się… - odpieram i uśmiecham się lekko zdenerwowany.
- Znamy ją?- pyta Louis.
Spoglądam na niego ze zmarszczonymi brwiami.
- Przygryzałeś wargę i miałeś ten swój błysk w oku jak zawsze, gdy myślisz o kobietach.- tłumaczy mi Zayn, a ja oblewam się rumieńcem.
- Too… znamy ją? - powtarza pytanie Louis.
- Tak. - odpowiadam cicho i wstaję z fotela. Wolę uniknąć ich pytań. Szybko kieruję się do swojej sypialni, aby zabarykadować się przed światem.
*Cassie*
- Too… znamy ją? - powtarza  Louis.
- Tak. - odpowiada cicho i wstaje z fotela.
Słysząc odpowiedź Harry'ego czuję lekkie ukłucie w sercu.
Co to było do cholery?!
Harry wychodzi z pokoju, a ja postanawiam iść w jego ślady. Ziewam sztucznie parę razy i wstaję z kanapy.
- Idę się położyć. Dobranoc. - mówię wszystkim i uciekam na górę.
Podchodzę do mojej walizki, z zamiarem wyciągnięcia koszulki Zayn'a, która służy mi jako pidżama, ale nigdzie jej nie widzę… Wyciągam szorty i bieliznę, a walizkę zamykam. Rzeczy rzucam na łóżko, a ja wychodzę z pokoju. Idę do pokoju Zayn'a. Może nie obrazi się jak sobie sama wezmę bluzkę… gorzej jeśli przerwę w czymś Zerrie… Podchodzę do drzwi i pukam. Wolę nie ryzykować…
- Proszę! - słyszę krzyk Harry'ego.
Zdziwiona otwieram drzwi i lekko wchodzę do pokoju.
- To nie jest pokój Zayn'a?- pytam zdziwiona.
- Nie… - mówi przeciągając ostatnią literkę. - To mój pokój.
- Ugh… dobra… Harry mogę mieć prośbę?
- Tak, jasne o co chodzi?
- Pożyczysz mi jakąś swoją koszulkę?
Chłopak kiwa głową i podchodzi do szafy. Wyciąga z szafy niebieską koszulką ze znaczkiem Spidermana. Podaje mi ją z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniam go i życząc dobrej nocy wychodzę.
Leżąc już w łóżku rozmyślam o minionym dniu. Jedyne co zmieniłabym bez żadnego sprzeciwu to poznanie Harry'ego. Każdy z chłopaków jest nadzwyczaj przystojny i przyjacielski. Ale to Harry cały czas jest w moich myślach… Jego piękne zielone oczy, dołeczki podczas uśmiechu, niesforne loczki opadające na twarz. Koszulka przesiąknięta jego zapachem jeszcze bardziej nie pozwalała mi usnąć…
~ następny dzień~
Budzę się nadzwyczaj wcześnie. Jest dopiero 8, a ja już nie mogę spać. Wstaję z łóżka i postanawiam zejść do kuchni, by zrobić śniadanie. Zakładam tylko moje papcie i wychodzę z pokoju. W salonie włączam muzykę i idę do kuchni.
Niedługo po mnie w kuchni pojawia się Harry. Pomaga mi przygotować śniadanie. Kiedy kończy się piosenka Avicii zaczyna się utwór One Direction- Midnight Memories. Harry podchodzi do mnie i nie zwracając uwagi na jajecznicę chwyta moje dłonie. Zaczynamy tańczyć, śmiać się i śpiewać. W końcu jednak piosenka się kończy, a my słyszymy oklaski. Równo odwracamy się do drzwi i widzimy Perrie z resztą zespołu. Zawstydzona wyrywam się z uścisku Harry'ego i podchodzę do gazu. Chwytam patelnię i nakładam na talerze porcje jajecznicy. Przenoszę po dwa talerze na stół. Wszyscy już przy nim siedzą i rozmawiają wesoło. W końcu mogę się do nich dosiąść. Siadam pomiędzy Liam'em a Niall'em. Naprzeciw mnie siedzi Louis.
- To jakie macie na dzisiaj plany? - pyta Zayn.
- Muszę jechać do studia z dziewczynami. - odpowiada jako pierwsza Perrie.
- My korzystamy z wolnego, nie? - pyta Louis przyjaciół.
- A ty Cass? - pyta mnie Harry.
- Muszę… muszę jechać na obrzeża Londynu, do jednego gościa. - odpowiadam niepewnie.
Zayn i Perrie od razu się domyślają o kogo chodzi, ale reszta patrzy na mnie jak na wariatkę.
- Pojadę z tobą. - oznajmia Zayn.
- Ale… - zaczynam protestować.
- Żadnego ale.- odpowiada i tym samym kończy rozmowę.
Każdy z nas powoli kończy swoje śniadanie, więc chcę już zacząć po niektórych sprzątać.
- Posprzątam po śniadaniu. - oświadczam i podnoszę się z krzesła. Ape tak szybko jak wstałam, tak szybko znowu opadam na siedzenie.
Liam patrzy na mnie i przytrzymuje moją rękę. To on jest winny mojemu upadkowi.
- Ty przygotowałaś, my posprzątamy. - oznajmia, a chłopcy i Perrie zgadzają się z nim.
- No to idę uszykować się. - oznajmiam i wstaję z krzesła. 
Wbiegam po schodach i zamykam za sobą drzwi. Podchodzę do walizki i wyjmuję z niej moją jasną koszulę w kratkę, szorty, czarne rajstopy i moje zużyte już trampki. W łazience przebieram się w wybrane ciuchy i rozczesuję moje włosy.Uszykowana schodzę na dół i muszę czekać na Zayna siedząc sama w salonie...
__________________________________________________________________

Mam wrażenie, że ten rozdział jest skończony w połowie... ale nie wiedziałam co jeszcze tu napisać... 
Dziękuję zajestem za naprawdę wspaniałe komentarze. Chwilę po dodaniu tej notki biorę się za popoprawianie moich błędów...

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 1

Opuszczam przedział pociągu i ruszam za ludźmi. Przechodzimy przez korytarze podziemne i  wchodzimy do głównego holu dworca kolejowego. Ciągnę za sobą dwie nieduże walizki, a przez ramię mam przewieszoną torbę. Zauważam tabliczki z napisem Toilet, więc idę we wskazanym kierunku. W słuchawkach pobrzmiewa moja ulubiona piosenka- ,,Give Me Love" Eda Sheerana. Nucę ją sobie w myślach. W końcu docieram do toalety. Otwieram drzwi i oddycham z ulgą. Podchodzę do lustra i poprawiam swoją krótką jasną fryzurkę. Nie odrywając wzroku od odbicia uśmiecham się i przemywam dłonie. Zimna woda… tego mi było trzeba… Po chwili opuszczam pomieszczenie i kieruję się na zewnątrz. Będąc już przed wejściem udaje mi się złapać pustą taksówkę. Kierowca wydaje się być zdziwiony, gdy słyszy podany przeze mnie adres. Mój brat, przyszywany co prawda, dzięki swojej ,,pracy" może pozwolić sobie na luksusy. Na szczęście mężczyzna nie komentuje tego. Rozsiadam się wygodnie, ale nadal jestem niesamowicie spięta. Nie mam pojęcia jak chłopak zareaguje na mój widok... Wyglądam przez okno. Wszystko jest takie jak myślałam. Byłam już parę razy w Londynie, ale zawsze na obrzeżach miasta, a nie w jego centrum. Na chodnikach roi się od spieszących się ludzi. Drogi wcale nie wyglądają lepiej… Pełno na nich trąbiących samochodów. Oprócz mijanych drzew w parku nigdzie więcej ich nie widzę... Przejeżdżamy koło Big Bena i Tower Bridge. Kiedy w końcu zatrzymujemy się pod piękną willą jestem pełna podziwu dla tego miasta. Daję kierowcy należytą kwotę i zabierając z bagażnika swoje torby staję na chodniku. Jest jeden problem… Nie wiem, co zrobić, aby chłopcy wpuścili mnie na posiadłość. Rozglądam się po okolicy. Budynki są do siebie niesamowicie podobne. Przed niektórymi posiadłościami zaparkowane są samochody. Oprócz mnie, ani jednej żywej duszy na ulicy. Przygryzam wargę ze zdenerwowania. To taki mój tik. W końcu podchodzę do solidnej uliczki i naciskam na domofon. Przestępuję z nogi na nogę, a moje dłonie zaczynają się pocić. Szybko wycieram je o materiał legginsów. 
- Dom piątki przyjaciół w czym mogę pomóc? - słyszę zachrypnięty głos. Powstrzymuję się od parsknięcia śmiechem. 
- Yhm… Hej… jestem znajomą Zayna mogę wejść? - pytam lekko zestresowana. 
- Nie, bo nie mam pewności czy nie jesteś fanką.- odpowiada tajemniczy gość. 
- Ok, to zadaj mi pytanie, na które fanka nie będzie potrafiła odpowiedzieć. 
Po drugiej stronie zapada głucha cisza. 
- Ok. Możesz wejść. - oznajmia i uliczka się otwiera. 
Podnoszę ze zdziwienia brwi. Matko, jakie luksusy, a raczej jakie lenistwo… Ciągnę swoje walizki po kostce z polbruku. W końcu dochodzę do celu i cieszę się, że nie ma wielu schodów. Wnoszę po kolei walizki i dopiero wtedy dzwonię do drzwi. Nie muszę długo czekać, bo po paru sekundach drzwi się otwierają. Stoję na przeciw chłopaka z blond włosami. Ubrany jest w białą bokserkę z dużymi wycięciami pod pachami i granatowych spodniach. Na stopach ma zielone skarpetki, a w dłoni trzyma batona. Po chwili skanowania siebie nawzajem wzrokiem przepuszcza mnie w drzwiach. 
- Malik masz gościa!- krzyczy, odwracając się do mnie plecami. Rozglądam się po pomieszczeniu. Na czarno-białych ścianach powieszone są różne obrazy. Podłoga została wyłożona jasnymi płytkami, a na dwóch komodach jest pełno różnych nagród. Słyszę ciche skrzypnięcie drzwi i przekleństwa chłopaka. W końcu na schodach pojawia się tak dobrze mi znana męska sylwetka. Kiedy chłopak staje na samym dole patrzy na mnie, a jego oczy powiększają się. 
- Cassie. - szepcze, ale i tak go słyszę. W jego oczach pojawiają się łzy. Nie czekając podbiegam do niego i wtulam się w jego klatkę piersiową. Tak bardzo za nim tęskniłam. Chłopak jakby czytając mi w myślach mówi to głośno. Czuję jego ramiona wokół mojej talii. Kiedy w końcu się od siebie odrywamy, chłopak patrzy mi w oczy i na moim czole pozostawia całusa. 
- Zayn… możemy porozmawiać na osobności? - szepczę, na co on tylko kiwa głową. Nie zwracając uwagi na blondyna wchodzimy do pomieszczenia, którym jest kuchnia. Siadam przy wysepce, a on koło mnie. Czeka aż sama zacznę mówić. 
- Przerwałam leczenie.- szepczę i kątem oka widzę jak jego mięśnie się napinają. 
- Czemu? - pyta tylko. 
- To nie ma sensu… Po chemiach czuję się jeszcze gorzej niż zwykle, a przecież tak czy inaczej umrę.- oznajmiam z powagą. 
- Jeśli będziesz tak sobie wmawiać to jest to oczywiste! - unosi na mnie głos. 
W moich oczach pojawiają się łzy smutku. - Mogłam na przychodzić… Przepraszam… Nie potrzebnie zawracałam ci głowę…- szepczę i wstaję z krzesła. - Zapomnij. Jakoś sobie poradzę sama… 
Kieruję się ku drzwiom, ale jego ręka na moim nadgarstku uniemożliwia mi kolejne kroki. Odwraca mnie i wtula w swoją pierś. Cicho łkam w jego koszulkę. Gdy już się uspokajam, znów siadamy na swoich miejscach. 
- Sama? Jak to sama?- zadaje mi pytanie. 
Tej odpowiedzi najbardziej się obawiałam...
- Rodzice wyrzucili mnie z domu.- mówię cicho patrząc na blat. 
- Kurwa… tylko dlatego? 
Kiwam głową, a on zaciska swoje dłonie w pięści. 
- Zayn? Mogę tu na jakiś czas zostać? - pytam niepewnie. 
- Tak. Chłopcy się ucieszą. - odpowiada z lekkim uśmiechem. 
Znowu się przytulamy. 
- Nie mów im nic o chorobie, dobrze? - pytam. 
- Dobrze. - odpowiada niechętnie. 
Razem uzgadniamy, że zaprowadzi mnie teraz do mojego tymczasowego pokoju, abym mogła się odświeżyć. Idąc po schodach śmiejemy się z różnych rzeczy, a w mojej głowie pojawia sie myśl o tym, że tęskniłam za tym. Tylko Zayn wie jak mnie rozbawić... Dochodzimy do białych, zamkniętych drzwi. Zayn otwiera je i wpuszcza mnie jako pierwszą. Pomieszczenie jest ładne. Jedna ściana jest cała ze szkła. Widzę przez nią balkon i piękne widoki. Prostopadła do niej ściana jest błękitna. Stoi przy niej łóżko z baldachimem i dwa małe stoliczki po jego obydwóch ścianach. Na następnej ścianie są trzy drzwi. Jedne to te, którymi weszliśmy. Czwarta ściana ozdobiona jest telewizorem. Stoi przy niej biurko. 
- Rozgość się, a później możesz zejść na dół jeśli będziesz chciała. 
Kiwam głową, a Zayn wychodzi z pokoju. Odkładam walizki w kącie i rzucam się na łóżko. Przymykam oczy i rozkoszuję się pięknym zapachem pościeli. Po 5 minutach nudzi mi się samo leżenie, więc podnoszę się i wyciągam z walizki świeże ubrania i kosmetyczkę. Kieruję się do drzwi i otwieram pierwsze lepsze. Spoglądam do środka i widzę, że to garderoba. Zamykam drzwi i otwieram kolejne. Tym razem trafiłam. Zamykam za sobą drzwi i podchodzę do szafki, na której odkładam rzeczy. Rozglądam się po pomieszczeniu. Ściany wyłożone są białymi kafelkami, a podłoga brązowymi płytkami. W rogu stoi prysznic, koło niego toaleta, a na przeciw nich jest szafka z umywalką i lustrem. Z szafki wyjmuję czysty ręcznik. Rozbieram się i wchodzę pod prysznic. Puszczam letnią wodę i rozkoszuję się ciepłem. Mokre włosy namydlam szamponem i spłukuję z nich pianę. Resztę ciała też namydlam, ale tym razem mydłem. Opuszczając kabinę otulam się puszystym ręcznikiem. Staję przed lustrem i rozczesuję włosy. Z zamiarem założenia świeżej bielizny sięgam po nią, ale nigdzie jej nie ma. Niezadowolona człapię do mojego pokoju. Otwieram drzwi i doznaję szoku...


______________________________________________________

Miał być w sobotę a jest w poniedziałek... no cóż... wczoraj i przedwczoraj z powodów osobistych nie miałam w ogóle dostępu do laptopa... Jeśli ktoś czyta tego bloga to prosiłabym o komentarze :)

piątek, 25 lipca 2014

Prolog

Przeczytaj notatkę pod rozdziałem!

Samobójcy są w pewien sposób tchórzami. Zabijając się uciekają od problemów. Ich bliscy nie mogą nic poradzić. To tak jakby ich życie porównać do płatku śniegu. Jest i nagle go nie ma. Nikt nie jest przygotowany na ich odejście... Oni mogliby jeszcze żyć. Gdyby tylko zaufali komuś i opowiedzieli mu o swoich problemach. Zabijają się, bo myślą, że nikt nie może im pomóc. Sięgając po żyletkę, tabletki, powieszając się, upijając, rzucając pod pociąg czy do wody lub wykonując inny czyn, który ich zabija nie zdają sobie sprawy, że istnieją na świecie ludzie chorzy, którzy umierają z dnia na dzień. Oni chcą żyć, ale nie mogą... Mówi się, że Pan Bóg chce ich mieć przy sobie, ale nie każdy w to wierzy…
- Postanowiłam przerwać leczenie. - oznajmiła rodzicom niska, krótko obcięta, blond włosa dziewczyna.
- Co? - matka podniosła głos.
- W takim razie zgodnie z naszą umową, pakuj się i opuszczaj to mieszkanie.- powiedział ze spokojem mężczyzna.
Udawanym spokojem. Na zewnątrz przyjął maskę znudzenia, gdy tak na prawdę w środku był załamany. Jego mała córeczka, przybrana córeczka, wydała sobie wyrok. Śmierć. Tego mógł się domyślić po jej wyborze. Jego córeczka jest samobójcą. Przecież dobrze wie, czym się to skończy. Zamyślony obserwował jej ruchy. Zachowywała się normalnie. Czyli przemyślała swoją decyzję...
Tak sądził ojciec. A co na to matka?
Ona chciała się rozpłakać, ale nigdy nie okazywała słabości przy swoich dzieciach. I tym razem też tak było... Chciała krzyczeć z bezsilności. Postanowienie córki dogłębnie nią wstrząsnęło. Nie spodziewała się tego po niej. Strach przed utratą córki opanował jej mózg. Bała się… Czuła się oszukana. Przypomniała sobie jej rozmowę z córką, w której ta obiecywała, że nigdy się nie podda.
W pokoju były jeszcze trzy siostry. Każda zareagowała tak samo. Patrzyły po sobie ze strachem wymalowanym na twarzach. W ich oczach zbierały się łzy. Tak jak rodzice nie spodziewały się tej decyzji. Myślały, że wszystko jest dobrze... Mimo, że chora nie była ich prawdziwą siostrą kochały ją jakby nią była.

__________________________________

Hej :) 
Zaczynam z  nowym blogiem :) 
Możecie mnie kojarzyć z opowiadania o Alice Wetz i 1D.
 Dla moich nowych czytelników o to link do poprzedniego bloga ---->> klik 
Zapraszam na niego serdecznie i proszę o komentarze. :)

No ale w końcu piszę nowego bloga, więc teraz trochę o nowym pomyśle...
Zainspirował mnie film Now is good, czyli Niech będzie teraz.
Główną bohaterkę, w filmie jak i w blogu gra Dakota Fanning.
Oczywiście fabuła będzie inna, ale od razu mówię/piszę, że nie wiem czy zakończenie będzie radosne czy smutne...
Yhm... co tu jeszcze... może... zwiastun! 
Chciałam zrobić go sama, ale jest u mnie taka sytuacja, że laptop, na którym mam Makera jest aktualnie zepsuty, a tak ogólnie to i tak by nic nie dało, bo żaden filmik nie chce się zapisać. -_-
Następny i następny rozdział już mam, ale tak jak w poprzednim blogu będę dodawać raz w tygodniu...
Sądzę, że to jest dobry pomysł, bo jakby nie było mam dosyć dużo czasu do napisania...
Dzisiaj jest piątek, więc pierwszego rozdziału spodziewajcie się za tydzień :)
No to co?
Let's go!