- Jesteś pewna co do przerwania leczenia tak? - pyta mnie lekarz.
- Tak.
- W takim bądź razie co tydzień będzie przyjeżdżać do ciebie pielęgniarka. Będziesz mieć sprawdzane ciśnienie i pobieraną krew. Wyniki będą od razu. - mówi z lekkim uśmiechem.
- Ok. - odpowiadam znudzona.- Do widzenia.
Wychodzę z gabinetu, a Zayn od razu wstaje z nie wygodnego krzesełka.
- I co? - pyta ze zdenerwowaniem.
- Co tydzień jakaś piguła będzie do mnie przyjeżdżać i robić mi badania. - oznajmiam, gdy wychodzimy na świeże powietrze.
- Czyli powiesz chłopakom? - pyta po minucie milczenia.
- Nie... Chyba, że zapytają. - mówię i otwieram sobie drzwi od samochodu.
- Nie lepiej im dzisiaj powiedzieć?
- Nie! To moje życie, moja choroba, moja decyzja! Zrozum to Zayn! - mówię podniesionym głosem, a on spogląda na mnie zraniomym wzrokiem.
- Przepraszam. Martwię się o ciebie. - mówi cicho.
- Dam sobie radę.
Reszta drogi mija nam w ciszy i żaden z nas nie zamierza jej przerywać. Rozmyślam nad tym co powiedział mój brat, ale boję się reakcji reszty chłopców i przez to nie chcę aby wiedzieli. Kiedy wjeżdżamy na posesję zespołu postanawiam się odezwać.
- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. Po prostu sama nie wiem co robić.
Zayn uśmiecha się do mnie i wchodzimy do domu.
- Tak.
- W takim bądź razie co tydzień będzie przyjeżdżać do ciebie pielęgniarka. Będziesz mieć sprawdzane ciśnienie i pobieraną krew. Wyniki będą od razu. - mówi z lekkim uśmiechem.
- Ok. - odpowiadam znudzona.- Do widzenia.
Wychodzę z gabinetu, a Zayn od razu wstaje z nie wygodnego krzesełka.
- I co? - pyta ze zdenerwowaniem.
- Co tydzień jakaś piguła będzie do mnie przyjeżdżać i robić mi badania. - oznajmiam, gdy wychodzimy na świeże powietrze.
- Czyli powiesz chłopakom? - pyta po minucie milczenia.
- Nie... Chyba, że zapytają. - mówię i otwieram sobie drzwi od samochodu.
- Nie lepiej im dzisiaj powiedzieć?
- Nie! To moje życie, moja choroba, moja decyzja! Zrozum to Zayn! - mówię podniesionym głosem, a on spogląda na mnie zraniomym wzrokiem.
- Przepraszam. Martwię się o ciebie. - mówi cicho.
- Dam sobie radę.
Reszta drogi mija nam w ciszy i żaden z nas nie zamierza jej przerywać. Rozmyślam nad tym co powiedział mój brat, ale boję się reakcji reszty chłopców i przez to nie chcę aby wiedzieli. Kiedy wjeżdżamy na posesję zespołu postanawiam się odezwać.
- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. Po prostu sama nie wiem co robić.
Zayn uśmiecha się do mnie i wchodzimy do domu.
Tydzień minął nam nadzwyczaj szybko. Chłopcy mają jeszcze dwa tygodnie wolnego, a później zaczynają pracować nad nowym albumem.
Wstaję z łóżka i spoglądam na swoją pidżamę. Dzisiejsza noc była chłodna, więc mam założone długie spodnie. Narzucam na ramiona mój ulubiony kardigan i wychodzę z pokoju. Dzisiaj przyjeżdża do mnie po raz pierwszy pielęgniarka. Siadam przy stole.
- Bierz co chcesz Cass. - mówi Harry ze słodkim usmiechem.
Tylko on mnie tak nazywa. Przez ten tydzień bardzo się do siebie zbliżyliśmy.
- Zjem później. - odpowiadam.
Liam chce coś powiedzieć, ale przeszkadza mu dzwonek do uliczki. Louis podnosi się z krzesła i biegnie by odebrać.
- Dom piątki… znaczy się szóstki przyjaciół. - mówi z uśmiechem.
- Acha… dobrze… zaraz zapytam... Cassie, jakaś Tessa Scott do ciebie, wpuścić?
- Tak. - odpowiadam i wstaję z miejsca. Podchodzę do drzwi i odprawiam Lou do stołu. Sama otwieram drzwi i wychodzę przed dom. Ścieżką idzie młoda dziewczyna ubrana w uniform pielęgniarki. Ma brązowe włosy spięte w koka i ładne czekoladowe oczy. Podchodzi do mnie i wyciąga rękę.
- Tessa Scott. Zostałam przydzielona do sprawdzania twoich wyników.
- Cassie Malik. - odpowiadam ściskając jej dłoń. - Wejdźmy.
Dziewczyna idzie za mną w kierunku drzwi. Wvhodząc do domu czuję na sobie zdziwione spojrzenia chłopców. Siedząc w jadalni idealnie mogą nas obserwować.
- Może pójdziemy do kuchni? Tam jest wysepka, przy której możemy usiąść. - proponuję.
Dziewczyna uśmiecha się i zgadza się. Lekceważymy spojrzenia chłopaków i znikamy w kuchni. Siadamy na wysokich krzesełkach, a Tessa wyjmuje potrzebne przyrządy. Zaczynamy od mierzenia ciśnienia.
- Dlaczego mimo, że zrezygnowałam z leczenia musisz do mnie przychodzić? - pytam cicho.
- Rezygnacja z leczenia wyjaśniana jest przez lekarzy jako rezygnacja z chemioterapii. Mimo to nadal musisz co jakiś czas odwiedzać swojego lekarza prowadzącego, a ja muszę robić ci badania, których wyniki wpisywane będą do karty pacjenta. - tłumaczy mi.
- Czyli… - zaczynam, ale przerywam widząc Hazzę w drzwiach.
- Chciałem tylko odłożyć brudne naczynia. Zrobisz sobie coś do jedzenia? Niall wszystko zjadł… A! Zapomniałbym. Możemy później porozmawiać? Może zrobić wam coś do picia?
Mówi spoglądając ze zdziwieniem na ubiór Tessy i rozłożone na blacie różne przyrządy.
- Harry… dam sobie radę. Ok, porozmawiamy.- odpowiadam poddenerwowana.
Wstaję z łóżka i spoglądam na swoją pidżamę. Dzisiejsza noc była chłodna, więc mam założone długie spodnie. Narzucam na ramiona mój ulubiony kardigan i wychodzę z pokoju. Dzisiaj przyjeżdża do mnie po raz pierwszy pielęgniarka. Siadam przy stole.
- Bierz co chcesz Cass. - mówi Harry ze słodkim usmiechem.
Tylko on mnie tak nazywa. Przez ten tydzień bardzo się do siebie zbliżyliśmy.
- Zjem później. - odpowiadam.
Liam chce coś powiedzieć, ale przeszkadza mu dzwonek do uliczki. Louis podnosi się z krzesła i biegnie by odebrać.
- Dom piątki… znaczy się szóstki przyjaciół. - mówi z uśmiechem.
- Acha… dobrze… zaraz zapytam... Cassie, jakaś Tessa Scott do ciebie, wpuścić?
- Tak. - odpowiadam i wstaję z miejsca. Podchodzę do drzwi i odprawiam Lou do stołu. Sama otwieram drzwi i wychodzę przed dom. Ścieżką idzie młoda dziewczyna ubrana w uniform pielęgniarki. Ma brązowe włosy spięte w koka i ładne czekoladowe oczy. Podchodzi do mnie i wyciąga rękę.
- Tessa Scott. Zostałam przydzielona do sprawdzania twoich wyników.
- Cassie Malik. - odpowiadam ściskając jej dłoń. - Wejdźmy.
Dziewczyna idzie za mną w kierunku drzwi. Wvhodząc do domu czuję na sobie zdziwione spojrzenia chłopców. Siedząc w jadalni idealnie mogą nas obserwować.
- Może pójdziemy do kuchni? Tam jest wysepka, przy której możemy usiąść. - proponuję.
Dziewczyna uśmiecha się i zgadza się. Lekceważymy spojrzenia chłopaków i znikamy w kuchni. Siadamy na wysokich krzesełkach, a Tessa wyjmuje potrzebne przyrządy. Zaczynamy od mierzenia ciśnienia.
- Dlaczego mimo, że zrezygnowałam z leczenia musisz do mnie przychodzić? - pytam cicho.
- Rezygnacja z leczenia wyjaśniana jest przez lekarzy jako rezygnacja z chemioterapii. Mimo to nadal musisz co jakiś czas odwiedzać swojego lekarza prowadzącego, a ja muszę robić ci badania, których wyniki wpisywane będą do karty pacjenta. - tłumaczy mi.
- Czyli… - zaczynam, ale przerywam widząc Hazzę w drzwiach.
- Chciałem tylko odłożyć brudne naczynia. Zrobisz sobie coś do jedzenia? Niall wszystko zjadł… A! Zapomniałbym. Możemy później porozmawiać? Może zrobić wam coś do picia?
Mówi spoglądając ze zdziwieniem na ubiór Tessy i rozłożone na blacie różne przyrządy.
- Harry… dam sobie radę. Ok, porozmawiamy.- odpowiadam poddenerwowana.
Ile słyszał z rozmowy?!
- Jestem Tessa. - mówi szatynka z lekkim uśmiechem.
- Harry. - odpowiada chłopak.
- Cassie możemy wrócić do… - mówi Tessa, ale szybko jej przerywam.
- Tak. Jasne. Harry, mógłbyś zostawić nas same?
- Jasne. Już wychodzę.
- Poproś chłopaków, aby tu jeszcze nie wchodzili. - dodaję.
Chłopak mijając nas, całuje mój policzek i wychodzi z kuchni.
- Przepraszam. Po prostu jeszcze nie wiedzą o mojej chorobie. Tylko Zayn, mój brat o tym wie. - mówię zdenerwowana.
- Spokojnie. Choć Harry wydaje się domyślać. Widać, że dba o ciebie. Pewnie jest najlepszym chłopakiem pod słońcem. - Nie, my nie jesteśmy razem. - odpowiadam ze śmiechem.
- Oh przepraszam… ja już się będę zbierać. Widzimy się w przyszłą sobotę. - mówi lekko speszona.
Odprowadzam ją do drzwi, a następnie idę w stronę pokoju Hazzy. Z niewiadomych mi przyczyn cholernie się denerwuję. Pukam i od razu wchodzę.
- Chciałeś porozmawiać? - pytam stojąc. Zaczyna mi się kręcić w głowie, ale to lekceważę.
- Tak. Chodź tutaj. - odpowiada.
Robię krok w jego stronę, a moje oczy zasnuwa ciemność. Czuję tylko jak moje ciało spotyka się z podłogą...
- Harry. - odpowiada chłopak.
- Cassie możemy wrócić do… - mówi Tessa, ale szybko jej przerywam.
- Tak. Jasne. Harry, mógłbyś zostawić nas same?
- Jasne. Już wychodzę.
- Poproś chłopaków, aby tu jeszcze nie wchodzili. - dodaję.
Chłopak mijając nas, całuje mój policzek i wychodzi z kuchni.
- Przepraszam. Po prostu jeszcze nie wiedzą o mojej chorobie. Tylko Zayn, mój brat o tym wie. - mówię zdenerwowana.
- Spokojnie. Choć Harry wydaje się domyślać. Widać, że dba o ciebie. Pewnie jest najlepszym chłopakiem pod słońcem. - Nie, my nie jesteśmy razem. - odpowiadam ze śmiechem.
- Oh przepraszam… ja już się będę zbierać. Widzimy się w przyszłą sobotę. - mówi lekko speszona.
Odprowadzam ją do drzwi, a następnie idę w stronę pokoju Hazzy. Z niewiadomych mi przyczyn cholernie się denerwuję. Pukam i od razu wchodzę.
- Chciałeś porozmawiać? - pytam stojąc. Zaczyna mi się kręcić w głowie, ale to lekceważę.
- Tak. Chodź tutaj. - odpowiada.
Robię krok w jego stronę, a moje oczy zasnuwa ciemność. Czuję tylko jak moje ciało spotyka się z podłogą...
*Harry*
Cassie wychodzi z domu, a kiedy znowu się pojawia idzie za nią szatynka ubrana jak pielęgniarka. Wymieniamy się z chłopakami zdziwionymi spojrzeniami. Tylko Zayn wydaje się wiedzieć o co chodzi. Dziewczyny znikają w kuchni, a my wracamy do jedzenia.
- Wyniosę talerze.- mówię, gdy Niall jako ostatni kończy jeść.
Zbieram brudne naczynia i idę w stronę kuchni.
-... mimo to nadal musisz co jakiś czas odwiedzać swojego lekarza prowadzącego, a ja muszę robić ci badania, których wyniki wpisywane będą do karty pacjenta.- mówi nieznany głos.
- Czyli..- zaczyna Cass, ale mnie zauważa.
- Chciałem tylko odłożyć brudne naczynia. Zrobisz sobie coś do jedzenia? Niall wszystko zjadł… A! Zapomniałbym. Możemy później porozmawiać? Może zrobić wam coś do picia?
Mówię spoglądając ze zdziwieniem na ubiór szatynki i rozłożone na blacie różne przyrządy.
- Harry… dam sobie radę. Ok, porozmawiamy.- odpowiada poddenerwowana.
Mówię spoglądając ze zdziwieniem na ubiór szatynki i rozłożone na blacie różne przyrządy.
- Harry… dam sobie radę. Ok, porozmawiamy.- odpowiada poddenerwowana.
- Jestem Tessa. - mówi szatynka z lekkim uśmiechem.
- Harry. - odpowiadam.
- Cassie możemy wrócić do… - mówi Tessa, ale blondynka jej przerywam.
- Tak. Jasne. Harry, mógłbyś zostawić nas same?
- Jasne. Już wychodzę.
- Poproś chłopaków, aby tu jeszcze nie wchodzili. - dodaje.
- Harry. - odpowiadam.
- Cassie możemy wrócić do… - mówi Tessa, ale blondynka jej przerywam.
- Tak. Jasne. Harry, mógłbyś zostawić nas same?
- Jasne. Już wychodzę.
- Poproś chłopaków, aby tu jeszcze nie wchodzili. - dodaje.
Idę do pokoju i czekam, aż Cassie przyjdzie. Wchodzi po ok. 5 minutach.
- Chciałeś porozmawiać? - pyta stojąc w drzwiach.
- Tak. Chodź tutaj. - odpowiadam.
Robi krok w moją stronę i nagle opada na podłogę...
- Tak. Chodź tutaj. - odpowiadam.
Robi krok w moją stronę i nagle opada na podłogę...